Praca zdalna – czym się zajmuję i jak wygląda mój dzień pracy?
Autor: Before We Get Old | Data publikacji: 24 sierpnia 2020 | Kategoria: Inspiracje

Praca zdalna – co widzisz? Siebie z komputerem na tle turkusowego oceanu z drinkiem z palemką w ręku? A może wysyłasz maile z klimatycznej knajpki w Paryżu, popijając prosecco? Powiem Ci coś:

wcale się nie mylisz, a Twoje skojarzenia są bardzo trafne. 

A może każdego dnia tkwisz w zamknięciu czterech ścian swojego mieszkania i naparzasz od rana do wieczora w klawiaturę? Rzadko widujesz ludzi, a żeby poczuć się lepiej, włączasz w tle aplikację imitującą gwar panujący w biurze/kawiarni. Powiem Ci coś:

Ty też się nie mylisz.

TO JAK? DRINK Z PALEMKĄ, CZY MIESZKANIOWY LOCKDOWN?

Przez prawie 7 lat pracowałam na etacie w biurze, wstając o 5:00 rano i codziennie pokonując w dwie strony 90 km samochodem. Potem wyjechaliśmy w 3-miesięczną podróż do Azji i po powrocie nie wróciłam już do swojej biurowej posadki. Od sierpnia 2017 roku pracuję zdalnie. Początkowo oferowałam swoje usługi marketingowe innym, aktualnie prowadzę już tylko swój biznes. Doświadczyłam plusów i minusów etatu, jak i pracy zdalnej. Pracowałam z drinkiem z palemką w super miejscach, a czasem potrafiłam przez tydzień nie wyjść ani na minutę z mieszkania. Brak umiaru i zrozumienia specyfiki pracy zdalnej przypłaciłam zdrowiem. Jak bardzo, dowiesz się w połowie tego wpisu. Dzisiaj bez ściemy, opierając się na własnym przykładzie, chcę Ci opowiedzieć, jak wyglądała moja droga do pracy zdalnej.

praca zdalna

CO JA TAK NAPRAWDĘ ROBIĘ?

Na początku wypadałoby wyjaśnić, czym się zajmuję/zajmowałam. Trzy lata mojej pracy zdalnej podzielę na etapy:

ETAP POSZUKIWAŃ (2017)

Początki mojej pracy zdalnej określiłabym jako poszukiwanie tego, czym chcę się zajmować. Współpracowałam wtedy z wieloma klientami. Zajmowałam się copywritingiem, robieniem zdjęć, prowadzeniem profili na social mediach, opracowywaniem strategii marketingowych itd.

Bardzo szybko zrozumiałam, że to nie dla mnie.

Od początku wiedziałam, że nie chcę iść w stronę agencji marketingowej i zatrudniać pracowników. Nie chciałam “mieć ludzi pod sobą”, wolałam być bardziej niezależna. Męczyło mnie rozdrabnianie się na wielu klientów i na różne branże. Żadnemu z klientów nie mogłam poświęcić 100% swojej uwagi, nie miałam też odpowiednich zasobów czasu, aby poznać daną branżę wystarczająco dobrze. Dlatego po 6 miesiącach zmieniłam profil swoich działań.

ETAP PRACOHOLIZMU (2018-2019)

Pożegnałam się ze wszystkimi dotychczasowymi klientami, dla których wykonywałam małe zlecenia. Postanowiłam znaleźć jednego, dla którego będę pracowała zdalnie na pełny etat. Szybko udało mi się podjąć taką współpracę, która trwała następne dwa lata. To był super czas i naprawdę świetna, rozwijająca praca. Wydawałam książki, podcasty i zajmowałam się ich promocją. Montowałam filmy, nauczyłam się wydawać e-booki, pisałam teksty, robiłam zdjęcia, organizowałam konferencje itd. Nadzorowałam prace grafika czy informatyka. Taki człowiek orkiestra, który każdego dnia podejmuje się nieznanego wyzwania i dzięki temu w szybkim tempie uczy się wielu przydatnych rzeczy. 🙂

Relacja z klientem była świetna!

Jest starszy ode mnie tylko o dwa lata i podróżuje więcej niż my z Krzyśkiem razem wzięci. Spotykaliśmy się może dwa razy w roku, a na co dzień nadawaliśmy z różnych miejsc na świecie. Normą były więc wspólne telekonferencje z Birmy, Sri Lanki, czy Nowego Jorku. 😉

Co więc poszło nie tak, skoro było tak super?

Po niecałym roku współpracy z klientem otwarliśmy z Krzyśkiem nasz sklep z personalizowanymi mapami. Wówczas w asortymencie mieliśmy tylko kilka wzorów map, ale od początku w miarę regularnie się one sprzedawały. Stopniowo w sklepie zaczęły się pojawiać pinezki, kolejne wzory map, zaczęłam wydawać e-booki. Przez rok czasu po godzinach “etatowej” pracy prowadziłam bloga, tworzyłam nowe produkty i realizowaliśmy spływające zamówienia. Jeśli dodać do tego sprawy około-firmowe (księgowość, dokumenty, urzędy itd.), to zrobił się z tego wszystkiego drugi etat.

W rok czasu przytyłam 10 kg.

Próbowałam wszystko ogarniać, ale w praktyce wyglądało to tak, że siedziałam przy komputerze od 7:00 do 24:00. Nie miałam czasu na nic. Praktycznie kompletnie nie widywałam ludzi. Sporadycznie na jakiś imprezach, na które znajomi wyciągali mnie niemal siłą, bo “ja przecież mam tyle do zrobienia”. Co ciekawe, martwił się o mnie sam klient, dla którego pracowałam! Zachęcał do odpoczynku, wakacji, wyjazdów, dbał o mnie (wspominałam już, że to człowiek złoto? ;>). Ale niestety, nie miał wpływu na ogrom pracy przy obsłudze sklepu, który i tak musiałam wykonać po godzinach.

Usiłowałam chodzić o 6:00 rano na siłownię.

Zmęczony i niewyspany organizm buntował się jednak tak wczesnym pobudkom, więc po miesiącu prób poddałam się. Na obiady jadaliśmy jakieś gotowce sklepowe, nie było czasu gotować. W 2019 roku wielokrotnie zdarzały się tygodnie, w których np. przez siedem dni nie wyszłam w ogóle z domu. Nawet wyrzucić śmieci, ani do sklepu po chleb. Wszystko delegowałam Krzyśkowi, bo “ja przecież nie mam kiedy”.

To nie było zdrowe.

Zrozumiałam to dopiero, gdy mój organizm konkretnie się zbuntował. Brak energii, brak świeżych pomysłów, ciągły stres, że się nie wyrobię w deadline’ach. Huśtawki nastrojów, wypadające włosy, sina cera, zła dieta, +10 kg, zero sportu, brak kontaktu z ludźmi. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo źle jest z moim organizmem. Na początku 2020 roku podjęłam więc decyzję, że moje życie nie może tak dalej wyglądać. 

praca zdalna i podróże

ETAP RÓWNOWAGI (2020)

Po dwóch latach współpracy postanowiłam rozstać się z klientem i 100% uwagi poświęcić na prowadzenie naszego sklepu i tworzenie nowych produktów. W planach było tym samym doprowadzenie swojego organizmu do normalnego funkcjonowania. Założenia były bardzo ambitne, ale życie postanowiło się trochę skomplikować. Na rutynowej kontroli u lekarza usłyszałam, że mam podejrzenie nowotworu i natychmiast wysłano mnie na operację. Okazało się, że początek pandemii koronawirusa i szpitale zamknięte na klucz nie są żadną przeszkodą w przyjęciu pacjenta, jeśli tylko posiada się kartę DiLO. Tak, też wtedy musiałam googlować, co to za karta…

Ten czas pamiętam jak przez mgłę

i do tej pory nie pojmuję, jak Krzysiek dał radę ogarniać wszystko za mnie. Podczas gdy ja leżałam w szpitalu, on, wracając ze swojej pracy na etacie, brał się za realizację sklepowych zamówień. Pakował wysyłki, biegał na pocztę, jeździł w kółko do drukarni. Z łóżka szpitalnego uczyłam go przez Skype obsługi programu do wystawiania faktur, serwisu Apaczka do zamawiania kurierów i (tu wjeżdżają werble) Adobe Illustratora (!) do personalizowania projektów map. To był też czas, w którym kolano odmawiało mu posłuszeństwa, sam miał zaplanowaną operację na dwa tygodnie po mojej. Nie mam pojęcia, jak on to wszystko wtedy ogarniał, ale w moich oczach cały czas jest superbohaterem zaradności w trudnych momentach. Ale wracając do wątku pracy zdalnej…

Przeżyłam operację i jestem zdrowa.

Dlaczego wspominam w tym wpisie o komplikacjach zdrowotnych? Ponieważ nie mam żadnej pewności, czy pracoholizm i ówczesny, niezdrowy tryb życia nie wpłynął na tak drastyczne pogorszenie się stanu mojego zdrowia. Być może jedno z drugim nie miało nic wspólnego, ale pewnym jest, że nadmiar obowiązków, który na siebie wzięłam sprawił, że kompletnie nie obserwowałam swojego organizmu.

Aktualnie na co dzień zajmuję się

prowadzeniem naszego sklepu. Realizuję zamówienia, tworzę nowe produkty i treści na bloga. Wciąż sporo pracuję, ale znajduję w tym wszystkim czas dla siebie, rodziny,  znajomych. Wróciłam do gotowania, jeździmy na wakacje, oglądamy Netflixa. Słucham swojego organizmu i znajduję czas na… życie.

MÓJ PRZYKŁADOWY DZIEŃ PRACY

No dobra, to teraz konkrety. Każdego dnia robię coś innego, więc ciężko to w jakieś ramy wpisać, ale spróbuję jakoś zwizualizować swoją pracę.

7:00-8:00
Śniadanie i prasówka w necie.

8:00-11:00
Zawsze na “świeżą głowę” tworzę produkty. Na przykład: piszę treść do e-booka lub spotykam się z grafikiem i ustalam wygląd nowego wzoru personalizowanej mapy. Czasem jest to czas tworzenia zdjęć produktowych, czy obróbki gotowych już fotografii. Niekiedy, tak jak dziś, piszę po prostu nowy post na bloga. Artykuł nie jest oczywiście docelowo produktem, ale to właśnie blog jest głównym motorem napędowym sprzedaży naszych produktów, więc chcę go rozwijać.

11:00-13:00
Szykuję zamówienia do wysyłki. Jadę na pocztę, zamawiam kurierów itd. Odpisuję na e-maile od klientów.

13:00-14:00 
Personalizuję projekty map, które danego dnia zostały zamówione i wysyłam je do drukarni.

14:00-15:00
Tworzę wpisy na social media, Insta Stories, czasem redaguję newsletter.

Do tego dochodzą jeszcze takie rzeczy jak zamówienia półproduktów, odbiór wydruków map z drukarni, wizyty w Castoramie, działania marketingowe, księgowe tematy i inne. Zawsze jest więcej pracy niż czasu. 🙂 Jednak po dotychczasowych doświadczeniach z pracoholizmem staram się godzinę 15:00 traktować jak świętą. Wtedy Krzysiek wraca z pracy, jemy obiad, oboje odpoczywamy. Wieczory (ale nie wszystkie) są też czasem, gdy Krzysiek oprawia w ramy personalizowane mapy i razem szykujemy je do wysyłki. To zajęcie jest powtarzalne i nie wymaga już wielkiego skupienia, więc w tle odpalamy jakiegoś Netflixa i działamy sobie na luzie.

CZY MOJA PRACA JEST ZDALNA?

TAK i NIE. Tak, bo nie jeżdżę codziennie do biura, pracuję z domu, w dni i godziny, które mi odpowiadają. NIE, bo w miejscu zamieszkania trzyma mnie jednak realizacja zamówień fizycznych produktów. Kurierzy, drukarnia, poczta. Obecnie jestem na etapie, w którym mocno skupiam się na tworzeniu produktów cyfrowych. Bardzo podoba mi się to uczucie, gdy leżę na plaży, a telefon co jakiś czas informuje mnie o sprzedaży kolejnego cyfrowego produktu.

Dochód pasywny to zdecydowanie kierunek, w którym podążam.

CO Z TYM DRINKIEM Z PALEMKĄ?

Jeśli wciąż tu jesteś, to mam nadzieję, że moja historia nie spowodowała, że nie wierzysz w wizję fajnej zdalnej pracy w takim stylu:

freelance i podróże

Tak naprawdę praca zdalna umożliwia zarabianie i jednoczesne przebywanie w wielu przepięknych miejscach. Chcesz przykład? Bardzo proszę. Prawie cały e-book o rowerach w Austrii powstał w Niechorzu, gdzie przez tydzień pracowałam z takim widokiem na Bałtyk:

Nad jeziorem Garda na campingu kończyłam kampanię dla klienta i artykuł do gazety. Musisz mi uwierzyć na słowo, że w trakcie dnia podczas pracy widok na jezioro był cudny, ale niestety nie zrobiłam zdjęcia. Mam za to fotkę wykonaną wieczorem przy namiocie. Odpisywałam na wiadomość klienta i nie miałam jeszcze wtedy podświetlanej klawiatury na kompie. Trzeba było sobie radzić. 😉

Ostatnio leżąc na plaży w Chorwacji sprzedałam kilkanaście e-booków, nie robiąc przy tym kompletnie nic. Widzę duży potencjał w produktach, nad którymi intensywnie pracuje się jakiś czas, a które potem przynoszą dochód pasywny.

Ale musisz też wiedzieć, że…

zdalne zarabianie to nie zawsze praca marzeń i rajskie widoki. To nie są wakacje, tylko praca, jak każda inna. Za nic nierobienie nikt nie płaci. 😉 Praca zdalna to bardzo często zwykłe, całodniowe i żmudne klepanie w samotności w klawiaturę w zaciszu domu lub miejsca, w którym akurat jest internet. Był czas, w którym 2-3 razy w tygodniu lądowałam z laptopem i kawą w McDonaldzie. Bynajmniej nie dlatego, że to takie magiczne miejsce. 😉 Zdecydowanie wolałabym przytulną knajpkę z widokiem na ocean. Ale w McDonaldzie po prostu był dobry internet, cień (na plaży w pełnym słońcu nie zobaczysz nic na monitorze), w miarę wygodny stół i… dostęp do gniazdka (a to też nie jest oczywiste w każdej restauracji). Jak więc widzisz, każdy kij ma zawsze dwa końce.

praca a podróże

CZY WRÓCIŁABYM NA ETAT?

Teraz: NIE. W przyszłości: NIE WIEM. Etat i praca stacjonarna wcale nie są gorsze. Znam z autopsji jeden i drugi sposób zarabiania, więc wiem, co mówię. 🙂 Wszystko zależy od potrzeb, jakie w danym momencie życia masz. Ja na chwilę obecną

bardzo spełniam się w tym, co robię

i nie wyobrażam sobie powrotu do pracy biurowej 9:00-17:00. Ale rok 2020 nauczył mnie, że nigdy nie można czegoś zakładać na 100%. Więc nie zakładam, nie wybiegam myślami w daleką przyszłość. Po prostu, realizuję kolejne pomysły, ciężko pracuję i jestem bardzo ciekawa, w jakim miejscu będę za rok. Nawet jeśli się potknę, jeśli coś mi nie wyjdzie, to trudno. Dostosuję się do nowej sytuacji, wrócę na etat, rozpocznę nowy rozdział. Ewentualna porażka zaboli, to jasne, ale

na pewno nie będę mogła sobie wyrzucić, że nie próbowałam.

Życie jest ulotne. Dni, tygodnie, miesiące mijają jak szalone. Więc nie odkładaj na jutro marzeń, nie czekaj na Nowy Rok, na odpowiedni czas. Nie odwlekaj na za miesiąc ważnych dla Ciebie spraw. To taki paradoks całe życie czekać na “lepszy moment”. Przecież nie masz pewności, czy będzie Ci dane zacząć “od poniedziałku”.

P.S. Wciąż tutaj jesteś? To jest najbardziej intymny wpis w historii tego bloga. Pisałam go bez przekonania i kasowałam. I tak w kółko. Wciąż myślę sobie: kogo miałaby interesować moja historia z pracą zdalną? Jaką to może mieć dla kogoś wartość? Rozumiem gotowe przewodniki turystyczne, ale taki wpis…? Więc jeśli wciąż tu jesteś i czytasz, to proszę zostaw po sobie jakiś ślad w komentarzu poniżej. Daj mi znać, czy w dobie nadmiaru informacji i szybkiego scrollowania Internetu tego typu osobiste wpisy mają jakikolwiek sens i rację bytu.

Before We Get Old blog

Agata & Krzysztof Cieślak 

Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, które ponad wszystko uwielbia podróżować. Naszym założeniem jest maksymalne korzystanie z życia, zanim się zestarzejemy. Podróżujemy raczej niskobudżetowo, nie dlatego, że to takie modne. My po prostu tak lubimy, a poranna kawa najbardziej smakuje nam przy namiocie, w plenerze.

 O NAS  |  WSPÓŁPRACA  |  KONTAKT  SKLEP

freelance jak znaleźć pracę zdalną łączenie pracy z podróżami praca zdalna praca zdalna i podróże praca zdalna plusy i minusy


Komentarze
30 komentarzy
  1. Jak wszystko, tak i praca zdalna ma plusy i minusy, fajnie, że obie strony tutaj pokazałaś. Dobrze, że problemy zdrowotne udało się zażegnać!

  2. Hej:) właśnie dotarłam do końca więc tak jak prosiłaś zostawiam ślad ale myślę, że bez Teojej prośby tez bym zostawiła ten komentarz 🙂
    Bardzo fajny wpis, szczery i prawdziwy. Gratuluje Ci osiągnięcia tego momentu w jakim teraz jesteś. Dobrze, że piszesz o wszystkich pozytywnych i negatywnych aspektach bo takie są zawsze 🙂

  3. To i ja się melduję 🙂 Ćwiczę docieranie do końca tekstu, także ten, jestem. 😂😂😂 A tak na serio, to przeszłam z Tobą ten pierwszy, etatowy kawałek drogi i do dziś cudownie go sobie wspominam. Try to guess, who 😉 Pamiętam, kiedy opowiadałaś o koleżance, która prowadzi taki mały, własny biznesik, coś tam chyba o decoupage szło, i że fajnie by było. Zawsze podziwiałam Twoje skuteczne dążenie do celu (świnka na 5-ki) i ciągłe poszukiwanie nowych pól do realizacji (pełnopojazdowa akcja charytatywna). To musiało się zatem tak skończyć, w pełni zasługujesz na sukces, za który mocno trzymam kciuki! I jak piszesz, a to ważne, aby w balansie. Bardzo ciekawy i ważny wpis. Ja na razie na etacie, bo w tym też jest wolność. ALE: wszystko przede mną, to tylko kwestia czasu i okoliczności 💗

    • Asieńko :* Ale mi się ciepło zrobiło na serduchu po przeczytaniu tego komentarza! Dziękuję Ci ślicznie! Tak, Ty jedna byłaś baczną, codzienną obserwatorką skarbonki z piątkami i zbiórki charytatywnej heheh. To był piękny czas! Do tej pory przemiło wspominam poranki z kawką i Twoją codzienną prasówkę na Pudlu, którą mi w skrócie relacjonowałaś hahah 😉 A potem to zdziwienie jak nas L. rozsadził do dwóch różnych pokoi heheh… Hmmm, ciekawe dlaczego (#pudelrządzi) 😉 Dzięki raz jeszcze za miłe słówko! Trzymam za Was nieustannie kciuki we wszystkim, co tam aktualnie planujecie sobie!

  4. Mieć tyle samozaparcia i energii do sięgania po marzenia… Dla mnie jesteś mistrzem :)) odkąd Cię poznałam zawsze podziwiam:)

    • Karooo :* A dla mnie odkąd Cię poznałam, to Ty jesteś takim chodzącym złotem po tym świecie. Tak serdecznych i dobrych duszyczek, to naprawdę ze świecą szukać! Dziękuję i cieszę się, że nasze drogi skrzyżowały się kiedyś za tym oceanem :*

  5. Agatko, nie miałam kompletnie pojęcia o tym co przeszlisci😔 cieszę się, że już wszystko dobrze i że, paradoksalnie, choroba pomogła podjąć tak ważne decyzję. Cały czas trzymam kciuki i podziwiam Twoje samozaparcie w realizacji marzeń.
    Mam nadzieję, że uda nam się niedługo spotkać 😊

    • Brydzia dziękuję :* Ale o samozaparciu, to sama wiesz chyba dużo więcej, niż ja :* Pamiętam jak mi mówiłaś, że założysz bloga po angielsku i pamiętam jak bardzo mi tym zaimponowałaś! 🙂 Także ja również trzymam kciuki ogromnie za wszystkie Twoje projekty, bo wiem, że one są zawsze skrupulatnie przemyślane! Buźki :*

  6. Super wpis! I gratuluję! 🙂 Trzymam kciuki za dalszy rozwój i uśmiecham się sama pod nosem, bo od lat planuję napisać e-booka i mam wrażenie, że już wszyscy to zrobili. Ale żeby to zrobić musiałabym chyba wziąć bezpłatny urlop i zaszyć się gdzieś na 2 tygodnia (co najmniej). Może to niegłupi plan na przyszły rok? 😛 Bo ten to jakiś kosmos, a jesień zapowiada się najbardziej szaleńczo (chyba, że ODPUKAĆ korona pokrzyżuje znowu wszystkie plany…).

    No nic, tak jak napisałaś – nie ma co odwlekać życia! A zdrowie jest najważniejsze, dobrze, że u Ciebie, u Was, już wszystko w porządku 🙂

    • Kinga, ja to i tak wiem, że w końcu napiszesz tego e-booka 🙂 Ty przecież jesteś człowiek orkiestra. Tylko nie wymagaj od siebie wszystkiego na TERAZ i JUŻ. Obserwuję, ile projektów na raz ciągniesz, więc nic dziwnego, że nie doszłaś jeszcze do e-booka. Poza tym przecież dopiero co ślub ogarniałaś, a to już jest mega projekt do spinania heheh. W każdym razie, jeśli staniesz przed wyborem: zrobić kalendarz na 2021, a wydać e-booka, to moje zdanie znasz 😉 😉 😉

  7. I etat i bycie na swoim ma swoje wady i zalety. Ja ciągle walczę sama ze sobą, żeby zacząć coś swojego, ale trochę brak mi odwagi. No ale nigdy nie nadejdzie ten idealny moment, trzeba próbować :). Inspirujesz! 🙂

    • Dziękuję ślicznie :* Ojjj dokładnie wiem, o czym mówisz, ja też bardzo długo odwlekałam decyzje odejścia z etatu. Zwłaszcza, że nie miałam do końca wyklarowanego pomysłu na siebie wtedy. Ale potem się okazuje, że gdy już się podejmie decyzję, to sploty różnych zdarzeń i okoliczności poniekąd prowadzą do miejsca, w którym ostatecznie chce się być i jest dobrze. 🙂 Trzymam zatem kciuki za Ciebie i życzę odwagi, gdy nadejdzie ten moment 🙂

  8. Dziękuję ci a ten wpis ! Momentami przecierałam łzy … i mocno trzymam kciuki, że stan zdrowia jest coraz lepszy ♥
    Od 6 lat nie pracuję na etacie takim “popularnym”, ale urodziłam dziecko, założyłam firmę i stworzyłam swój własny duży etat. Na tą chwilę nie zamieniłabym tego na nic innego.
    Czas jaki mam dla syna będąc freelancerem to jeden z wartościowych.
    Ale bywa czas żniwa (sezon ślubny, kiedy zarabiam na cały rok) i w każdy weekend pracuję po 14-16h.
    Owszem, pracuję tak raz lub dwa w tygodniu, co daje mi około 30h tygodniowo. Ale tylko ja wiem co mnie czeka później. I NIE NARZEKAM. Ale bywają dni kiedy trzeba odpuścić. U mnie np . dziś . ♥

    Wartościowy wpis !! Gratuluję ♥

    • Kasia :* Dziękuję Ci. Zawsze jak widzę na stories Twoje wyprawy z Adasiem w środku tygodnia na sanki w góry, to myślę sobie: i tak trzeba żyć. Tak trzeba jakoś kierować tymi swoimi wyborami, żeby dla tych najbliższych mieć czas. I wiadomo, nie każdy się nadaje na freelancera, czy pracę zdalną. Ale nawet, jak ktoś jest na etacie, to niech to będzie taki etat, który pozwoli po pracy na te wspólne momenty. Inspiruj nas dalej, girl! 🙂

  9. Bardzo przyjemnie się czytało! ❤️ Sama pracuję zdalnie, ale w zaciszu domu bo na sprzęcie stacjonarnym 😅 Ale może kiedyś jeszcze będę miała okazję pracować z laptopem przy plaży 😁😁

  10. Dziękuje Ci za ten wpis. Mocno skłania do zastanowienia się nad własnym życiem i marzeniami, które stoją w kolejce i czekają, czasem sama nie wiem na co…

    • Cześć Aga! Dziękuję Ci za miłe słowa. Trzymam kciuki za realizację marzeń. To tak jest, że nie zawsze od razu trzeba już dzisiaj marzenie realizować. Ale już dzisiaj można sobie rozpisać realne kroki do wykonania, które zbliżą Cię do realizacji tego marzenia. A już jutro pierwszy z tych kroków możesz wykonać. I tak stopniowo. W końcu nic się samo nie wydarzy. 🙂

  11. Piękny wpis.
    Ja jestem na etapie szukania co bym chciała robić zawodowo, żeby móc to połączyć z aktywnym trybem życia. Staram się wolny czas wykorzystywać najlepiej jak mogę i przeżyć jak najwięcej before i get old 🙂
    Życzę dużo zdrowia bo to nie puste słowa, że zdrowie jest najważniejsze. Tak po prostu jest. Pozdrawiam Monia

    • Cześć Monika 🙂 Do końca roku pojawi się taki wpis na blogu o łączeniu aktywnego trybu życia z zarabianiem, więc obserwuj nasze social media, będziemy o tym krzyczeć. 🙂 Trzymam kciuki za Ciebie i dziękuję ze zostawienie komentarza.

  12. Agata śledzę Wasz blog od początku trzymam mocno za was kciuki. To jest ciężka praca prowadzić swój biznes i tworzyć swoją markę. Myślę że część ludzi tego nie rozumie. Życzę dużo zdrówka dla obojga.

    • Dzięki Roma 🙂 Twoją obecność w naszym biznesie czuję od samego początku. 🙂 Mapa dla Ciebie była pierwszym zamówieniem ever w naszym sklepie. A wiadomo – pierwsze zawsze się pamięta. 🙂 Zdrówka dla Was również, pozdrawiamy!

  13. Życie jest ulotne. Dni, tygodnie, miesiące mijają jak szalone. Więc nie odkładaj na jutro marzeń, nie czekaj na Nowy Rok, na odpowiedni czas. Nie odwlekaj na za miesiąc ważnych dla Ciebie spraw. To taki paradoks całe życie czekać na “lepszy moment”. – to tak bardzo o mnie!
    W ogóle jak ty ciekawie piszesz! Dodaję bloga do zakładek 😀
    cieszę się, że jesteś zdrowa, trzymajcie się ciepło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

zBLOGowani.pl
Przeczytaj inne:
długa podróż na etacie
Jak wyruszyć w długą podróż pracując na etacie? 10 inspirujących historii.

Masz 26 dni urlopu, ale marzysz o kilkumiesięcznej podróży? Poznaj historie osób, które miały odwagę porozmawiać z pracodawcą i wyjechały w podróż marzeń!

Zamknij