Są podróże, o których myślimy przez lata, przechowując zdjęcia w telefonie i czekając na dogodny moment. Tymczasem śniadanie z widokiem na słonie, noc nad rzeką pełną hipopotamów czy spotkanie z żółwiem olbrzymim na wulkanicznej wyspie mogą stać się całkiem konkretnym planem na najbliższy urlop. Dobra bucket list jest osobista: wynika z ciekawości, dawnych fascynacji i chęci przeżycia czegoś, na co zwykle brakuje nam odwagi albo czasu. W ofercie CARTER wybraliśmy osiem miejsc, które pozwalają zobaczyć znane kierunki z mniej oczywistej strony, często dzięki niezwykłemu położeniu hotelu lub wiedzy lokalnych przewodników. Od podwodnego spa na Malediwach po rajską Polinezję — oto adresy, dla których warto wreszcie otworzyć kalendarz.
1. Malediwy — zejść pod wodę w Huvafen Fushi
Wakacje na Malediwach https://carter.eu/kierunki/ocean-indyjski/malediwy/ najczęściej pojawiają się na liście marzeń jako biała plaża, turkusowa laguna i willa stojąca nad oceanem. Huvafen Fushi dokłada do tego doświadczenie znacznie mniej oczywiste: zabieg w podwodnym spa, gdzie za dużymi oknami trwa zwyczajne życie rafy. Ławice ryb przepływają obok gabinetu, światło przenika przez wodę, a uwagę przyciąga to, co dzieje się po drugiej stronie szyby. Trudno o bardziej dosłowny sposób, by zanurzyć się w Malediwach.
Kameralny hotel pozwala połączyć tę osobliwą perspektywę z wygodą bungalowów przy plaży lub nad wodą. Warto jednak zostawić sobie czas również na snorkeling: oglądanie oceanu z gabinetu zabiegowego rozbudza apetyt na samodzielne poznanie rafy. Taki pobyt szczególnie dobrze sprawdzi się jako podróż we dwoje, z kilkoma dniami przeznaczonymi na pływanie, dobre jedzenie i długie wieczory przy wodzie. Na bucket list można wpisać bardzo konkretny punkt: zobaczyć rafę z podwodnego spa Huvafen Fushi.
2. RPA — zamieszkać w pociągu na moście nad rzeką Sabie
W Kruger Shalati kolejowy apartament ma ogromne okna, wygodne łóżko i widok, od którego trudno się oderwać. Wagony stoją na historycznym moście Selati w Parku Narodowym Krugera, wysoko nad rzeką Sabie. Pociąg pozostaje na miejscu, a pod nim rozgrywa się życie buszu: zwierzęta schodzą do wody, ptaki przelatują nad nurtem, zmieniające się światło odsłania kolejne szczegóły krajobrazu. Na moście znajduje się także basen, którego położenie mogłoby uchodzić za pomysł scenografa filmowego.
Kruger Shalati jest dobrym adresem dla osób, które marzą o safari i lubią miejsca z własną historią. Pobyt nawiązuje do dawnych podróży kolejowych przez ten region, a codzienne wyjazdy z przewodnikami pozwalają poznawać park poza najbliższym otoczeniem hotelu. Warto zaplanować kilka nocy, żeby obserwowanie przyrody nie sprowadziło się do jednego porannego przejazdu. Zdarza się przecież, że najbardziej zajmujący fragment dnia zaczyna się już po powrocie, kiedy siadamy przy oknie i zauważamy ruch nad rzeką.
3. Kenia — zobaczyć skalistą północ w Saruni Samburu
Kenia kojarzy się przede wszystkim z rozległymi trawiastymi równinami Masai Mara. Dalej na północ krajobraz staje się bardziej surowy: pojawiają się skaliste wzgórza, suche koryta rzek i rozległe przestrzenie porośnięte odporną na suszę roślinnością. Saruni Samburu leży w Kalama Conservancy, a jego wille wkomponowano w skały tak, by otwierały się na panoramę okolicy. Już sam widok z tarasu uzasadnia przyjazd w tę część kraju.
Safari w regionie Samburu daje okazję do obserwowania zwierząt charakterystycznych dla północnej Kenii, w tym żyraf siatkowanych, zebr Grevy’ego i gerenuków — smukłych antylop potrafiących skubać liście, stojąc na tylnych nogach. Duże znaczenie mają również spotkania z przewodnikami wywodzącymi się z lokalnej społeczności Samburu, którzy znają teren i potrafią wyjaśnić zależności łatwe do przeoczenia przez przyjezdnego. Dobrym pomysłem jest połączenie północy z Masai Mara. W jednej podróży można wtedy zobaczyć, jak różnorodna bywa Kenia, i przekonać się, że kolejne safari wcale nie musi przypominać poprzedniego.
4. Tajlandia — spędzić noc w przezroczystej kopule w Złotym Trójkącie
Na północy Tajlandii, w okolicy granic z Laosem i Mjanmą, uwagę przyciągają dolina Mekongu, bambusowa zieleń i historia pogranicza. Anantara Golden Triangle Elephant Camp & Resort pozwala przyjrzeć się temu regionowi z niezwykłej perspektywy. Jego Jungle Bubbles to przezroczyste kopuły, z których można obserwować słonie przebywające na terenie obozu. Nocleg z widokiem na tak potężne zwierzęta ma w sobie coś, czego trudno szukać w klasycznym hotelowym apartamencie.
Pobyt warto poświęcić również na poznanie historii słoni i pracy ich opiekunów. Hotel współpracuje z Golden Triangle Asian Elephant Foundation, a proponowane zajęcia obejmują obserwację zwierząt i spacery w ich towarzystwie. Poza obozem czekają rejsy po Mekongu, historyczne Chiang Saen oraz smaki północnej Tajlandii, które dobrze poznać podczas lekcji gotowania. Kilka dni w Złotym Trójkącie można połączyć z Bangkokiem i pobytem na jednej z wysp. Najpierw jednak warto zarezerwować tę jedną noc, podczas której ostatnim widokiem przed zaśnięciem będzie dżungla za przezroczystą ścianą.
5. Argentyna — spróbować malbeca u podnóża Andów w Valle de Uco
Argentyna ma wystarczająco dużo atrakcji, by zapełnić kilka podróżniczych list: Buenos Aires, wodospady Iguazú, lodowce Patagonii i Ziemię Ognistą. Warto jednak uwzględnić także Valle de Uco w regionie Mendozy, gdzie winnice leżą na tle potężnych Andów. Widok rzędów winorośli z górami na horyzoncie sprawia, że nawet zwykłe śniadanie potrafi się przedłużyć. Kameralne hotele w winnicach pozwalają zostać tutaj na kilka dni i poznać region znacznie dokładniej niż podczas krótkiej degustacji.
W programie mogą znaleźć się wizyty w niewielkich bodegach, rozmowy z enologami, próby komponowania własnego kupażu i kolacje pokazujące, jak miejscowe wina współgrają z argentyńską kuchnią. Pomiędzy nimi warto wybrać się konno u podnóża Andów albo ruszyć samochodem terenowym w góry. Valle de Uco przemawia do osób, które lubią poznawać kraj przez jego jedzenie, ludzi i krajobraz. Taki przystanek dobrze uzupełnia bardziej wymagającą wyprawę po Patagonii, ale równie dobrze może stać się głównym powodem podróży do Argentyny.
6. Galapagos — spotkać żółwie olbrzymie na Santa Cruz
Na Galapagos najbardziej poruszają spotkania ze zwierzętami, które znamy z filmów przyrodniczych: żółwiami olbrzymimi, legwanami morskimi czy głuptakami niebieskonogimi. Dopiero na miejscu widać ich rozmiary, sposób poruszania się i przystosowanie do wulkanicznego otoczenia. Archipelag wymaga uważnego zwiedzania — czasem warto zatrzymać się na dłużej przy jednym zwierzęciu, zamiast próbować zobaczyć wszystko w ciągu dnia.
Ciekawą bazą jest Pikaia Lodge na wyspie Santa Cruz, położona na krawędzi wygasłego krateru, z widokiem na ocean i zielone wyżyny. Pobyt pozwala połączyć wygodne noclegi z wycieczkami przyrodniczymi i poznawaniem wysp od strony wody. Duże znaczenie ma wybór tras, ponieważ poszczególne części archipelagu różnią się krajobrazem i występującymi tam gatunkami. Na własnej bucket list warto zapisać coś bardziej osobistego niż samo „Galapagos”: zobaczyć żółwia olbrzymiego w jego środowisku, przyjrzeć się ptakom podczas zalotów albo po raz pierwszy zanurzyć twarz w wodzie pełnej morskiego życia.
Jeśli zastanawiasz się co wybrać na Galapagos statek czy hotel warto przeczytać te opinie https://carter.eu/kierunki/ameryka-poludniowa/ekwador/wycieczki-na-galapagos-rejs-czy-hotel/
7. Kostaryka — obudzić się w lesie deszczowym na półwyspie Osa
Na półwyspie Osa dzień zaczyna się od dźwięków. Ptaki odzywają się nad koronami drzew, wśród liści słychać ruch, a wilgotne powietrze przypomina, że jesteśmy w tropikalnym lesie. Lapa Rios Lodge pozwala zamieszkać w tej scenerii, blisko przyrody południowo-zachodniej Kostaryki. Okolica przyciąga osoby, które chcą zobaczyć las deszczowy z bliska i są gotowe zamienić część plażowania na wędrówki z przewodnikiem.
Podczas pobytu można wypatrywać szkarłatnych ar, tukanów, leniwców i małp, a także zaplanować wyprawę do Parku Narodowego Corcovado. Dobry przewodnik pomaga dostrzec zwierzęta, obok których samodzielnie przeszlibyśmy obojętnie, i tłumaczy, co właściwie dzieje się w gęstwinie. Po kilku godzinach na szlaku powrót do lodge, prysznic i kolacja z widokiem na zieleń nabierają szczególnej przyjemności. Osa będzie dobrym wyborem dla tych, którzy od dawna chcą zobaczyć prawdziwy las deszczowy i wolą zabrać do domu wspomnienie jego odgłosów niż kolejne zdjęcie hotelowego basenu.
8. Polinezja Francuska — dotrzeć na atol Tetiaroa
Polinezja Francuska często zaczyna się w wyobraźni od Bora Bora, ale warto skierować uwagę również na Tetiaroa. Atol związany z historią Marlona Brando mieści dziś hotel The Brando, do którego dociera się samolotem z Tahiti. Wille przy plaży pozwalają cieszyć się prywatnością, a laguna zachęca do spędzania długich godzin w wodzie. Sam przelot daje pierwszą okazję, by zobaczyć z góry układ wysepek i odcienie oceanu.
Na miejscu można pływać kajakiem, wybrać się na snorkeling, obserwować ptaki i poznawać polinezyjskie tradycje podczas zajęć poświęconych tańcowi czy lokalnemu rękodziełu. Obecność stacji przyrodniczej pozwala spojrzeć na atol także jako na środowisko wymagające wiedzy i troski. Warto zostawić czas na takie spotkania, bo pomagają zrozumieć znacznie więcej niż sam spacer po plaży. Tetiaroa zasługuje na miejsce na bucket list przede wszystkim ze względu na możliwość spędzenia kilku dni w niewielkim wyspiarskim świecie, którego granice wyznacza ocean.
Więcej informacji o powyższych wycieczkach i rezerwacja: 22 392 60 16/17, [email protected]
Inspiracje: https://www.instagram.com/carter_luksusowe_wakacje/
Artykuł sponsorowany